|
Kino różnorodne. Z domieszką Zachodu, przyprawione Wschodem. Wymieszane. I gotowe do spożycia.
wtorek, 13 maja 2008
![]()
wtorek, 05 lutego 2008
Filmowa noc bolly -odwołana.
Niestety, muszę oficjalnie odwołać noc bolly. Możecie podziękować Panu Jakubowi Duszyńskiemu, który wywarł nacisk na kino, a te jednak nie wynajmie Nam na pokaz OSO i reszty - sali. Przykro mi bardzo, zła jestem, ale mam uwiązane ręcę. Dlaczego Pan Jakub to zrobił, jaki miał w tym interes- nie wiem. I nawet nie chcę wiedzieć. To mi pokazuje, że jednak wcale nie jest członkiem naszej społeczności, za jakiego chce, by go uważano. Bo nikt z nas nie wpadłby na pomysł, by przeszkodzić innym we wspólnym oglądaniu, legalnym oglądaniu ( co muszę podkreślić), naszych ukochanych filmów :( Nadia
niedziela, 27 stycznia 2008
c.d. o przeglądzie Bollywood
Jeszcze kwestia formalna, by nie było żadnych wątpliwości. 20 zł, które płacicie przy wstępie nie są opłatą za zobaczenia filmu, tylko zrzutką na wynajem sali. Pokaz nie jest pokazem komercyjnym i ja, jako organizator, w żaden sposób nie czerpię z tego korzyści finansowych. Kino nie jest w żaden sposób, finansowo czy organizacyjnie, powiazane z pokazem, jedynie ja, jako osoba prywatna, wynajmuję od kina na te godziny salę kinową. Pokaz jest zwyczajnym spotkaniem nas, forumowiczów, fanów bollywoodu i naszych znajomych. Z tym, że zamiast spotykać się w knajpce czy w czyimś mieszkaniu na oglądanie filmów, spotykamy się w większym miejscu i przed większym ekranem :D Cały maraton z punktu obowiązującego prawa - jest jak najbardziej legalny. That's all ;)) Nadia I to sam dla anglojęzycznych znajomych :D
There
will be a night Bollywood review in the Światowid cinema in Katowice on 23rd
of February ;))
środa, 23 stycznia 2008
Nocny Przegląd Bollywood w Katowicach 23 luty.
23
lutego, w kinie Światowid w Katowicach odbędzie się nocny przegląd Bollywood ;)) Wejście
tylko na zaproszenie. Ilość miejsc ograniczona. Noc filmowa
rozpocznie się ok. godziny 22-23 ( konkretną godzinę podam później), skończy
się ok.5-6. Filmy będą
puszczone w wersji oryginalnej, z polskimi napisami. Między
filmami będzie półgodzinna przerwa na pogaduchy i rozprostowanie kości :D
Mój drugi,
oficjalny mail to masalamovies.blox@gmail.com
niedziela, 14 października 2007
Słów kilka
Jako, że wróciłam własnie z drugich podczas tego weekendu urodzin, a rano mam pociąg do Krk po 8, to jako ciekawostki kilka fraz, po których niektórzy z googla trafili na tego bloga: - dymanie siostry - dymanie wieczorem - filmy erotyczne ludzi ze zwierzętami - niewinne dziewczyny do burdelu - obsikujące kobiety - seks z proboszczem - seksowne nauczycielki Czy powinnam się martwić ? Bo chyba o czymś nie wiem.;) aaaa "Gwiezdny pył" jest boski! :D Dla fanów Gaimana i nie tylko :D świetnie się dziś w kinie bawiłam. De Niro w fatałaszkach- cud, miód i orzeszki :D Zobaczcie koniecznie ;)) Dobranoc
piątek, 12 października 2007
Cheongchun - Plum Bossom (2000) *NW
Długą przerwę miałam, bo pochłonęło mnie tolly :D I brak
czasu.
Początek filmu zaczyna się obiecująco. Jayo Kim, uczeń ostatniej klasy liceum, przenosi się do nowej szkoły. Od razu zwraca uwagę na niego Ha-ra, która postanawia go uwieść. Brzmi nieźle, prawda ? Cóż, jak mówiłam, POCZĄTEK jest obiecującą komedią, potem robi się z tego obyczaj. Jayo Kim bowiem łamie serce Ha-ra, która przez to wpada w depresję.
Ta historia jest tylko wstępem, wspomnieniem, które zaważa na późniejszym, już studenckim życiu Jayo Kim. Stwierdza, że miłość to tylko kłopoty i szuka jedynie niezobowiązującego seksu. Jakby tego było mało, przyjaźni, jeszcze z licealnej ławki, Seuin. Ten z kolei od lat jest nieszczęśliwie zakochany w swojej byłej nauczycielce. I cierpi, i cierpi, decydując się nie wiązać z nikim.
Film podejmuje bardzo delikatny
temat w Korei- seks. I w związku z tym się dzieje na ekranie, oj , się dzieje.
W żadnym koreańskim filmie nie widziałam tyle nagości. Co któraś klatka, tam
znów wyskakują nagie pośladki któregoś z bohaterów. Co kilkanaście minut- scena
seksu. Ale dalej jest to jakieś pełne zahamowań. Tak naprawdę widać jedynie
pośladki, czasem mignie biust, prawie żadnej perwersji. Ponadto, nie będę się
wyzłośliwiać i nie skomentuję niektórych scen, a raczej ułożenia ciał bohaterów :P
Ale co mnie tutaj męczy- dobudowanie tutaj wątku tragiczno-ideowego. Cała otoczka psychoanalizy. Bo jeśli już pokazują nagich Koreańczyków, którzy bez ślubu uprawiają seks, to musza oni mieć jakieś poważne zaburzenia psychologiczne. Inaczej nie da rady. Tutaj dialog, który mnie wprost
rozbroił:
I pod tym katem toczy się cała historia. I nawet, jeśli twórcy filmu próbowali być tacy otwarci i odważni, to ciut im nie wyszło. Wszędzie czuć naiwność i bezpretensjonalność bohaterów, co we mnie czasem wywoływało jedynie uśmiech politowania, bo chciałabym, by wszystkie moje problemy się do ich sprowadzały ;) I oni tak dywagują, co jakiś czas gdzieś tam kopulują, a wszystko w atmosferze tragizmu:„Wejście w dorosłość nie było dla nas łatwe. T zagubienie...To naprawdę wszystko wina seksu?”
Brakuje mi w tym filmie lekkości, tak, jakby o seksie i uczuciach można było rozmawiać jedynie w takim patetycznym tonie. I pikanterii właśnie, mimo wszystko;)
A teraz może o tym, co mi się podobało, tak dla odmiany ;) 1. Zdjęcia. Uważam, że Azjaci są
mistrzami w kadrowaniu. Kocham ich długie ujęcia, z których bije spokój ( pod
warunkiem oczywiście, że nie są ZA długie ;D ).
Świetnie rozplanowują także kadr. Rzadko jest przeładowany, raczej idą w kierunku prostoty, ale przez to podkreśla się związek bohatera z otoczeniem. I bardzo często jego osamotnienie. ![]() Przez cały film mam też wrażenie, że rolą operatora było poniekąd też złagodzenie samego filmu. Że niby zdjęcia nadają mu bardziej artystyczny wydźwięk, więc nie można by go skreślić, że jest prymitywny. Ale zdjęcia są naprawdę dobre, więc w razie czego wybaczam ich dziwny cel ;)
2. Mimo wszystko- widok pośladków :D To takie rzadkie w tym kinie. Doceniam wysiłek, by zrobić film dla ichniejszej młodzieży o takim temacie. Szkoda tylko, że jest przeintelektualizowany, a tym samym mało prawdziwy. Ale na pośladki można sobie popatrzeć ;)) ![]()
3. I film był mimo wszystko zabawny. Chociaż chyba często niezamierzenie ;)
czwartek, 04 października 2007
Jagoda u supermarketu- Jagoda w supermarkecie (2003)*NW
Wczoraj trafiłam na absurdalną komedię, prosto z dawnej
Jugosławii. Co ciekawe, za tą niskobudżetową produkcją stoi sam Emir Kusturica.
W serbskim miasteczku powstaje amerykański market. Rządzi w
nim Szefowa mająca strasznie rozciągnięty uśmiech, ukradkiem wrzucająca biednym
klientom produkty do koszyka. Dla tamtejszej ludności widok takiej ilości
zachodnich produktów jest zgoła niesamowity, więc do kas ustawiają się kolejki.
A na kasie pracuje m.in. Jagoda, milutka kasjerka, która wciąż czeka na swą
wielką miłość. I gdy wydaje jej się, że ją w końcu spotyka, jej znajoma ( i
kasjerka z kasy obok) sprytnie się z jagodowym wybrankiem umawia. Jagoda więc wyładowuje
frustracje na takiej Bardzo Babcinej Staruszce (no, sami powiedzcie, że ona już
bardziej babcinowato wyglądać nie mogła :D), kiedy ta próbuje zrobić zakupy po zamknięciu kas.
Skutek jest straszny ( dla niektórych).
Do akcji wkracza Groźny Komando ze swoim odziałem
specjalnym i Inspektor Nebojsa, który okazuje się niedoszłym wybrankiem Jagody.
Cały supermarket za to obstawiony jest przez skandujący tłum.
Jeśli to dla was brzmi dziwacznie, to obejrzycie sam film,
zobaczycie, ze opis, to jeszcze nic :D W tym filmie to tak naprawdę nikt nie wie, co powinien
robić. Oglądając spec służbę od razu miałam skojarzenia z polską policją. Jakoś
tak niefrasobliwie wyglądali :
Postacie są bardzo dynamiczne: * Jagoda z małej sierotki staje się waleczną bohaterką;. * Marko Królewicz zostaje symbolem walki z systemem, ale i
tak więcej energii zużywa na załagodzenie wściekłych kobiet, które więzi:
Na dowód specyficznego humoru – poniższe dialogi :D
Rozmowa Inspektora z Komando: Cały film jest bardzo prosty, chociaż chyba miał dotykać
problemu demokracji. Cóż, wątek miłosny zepchnął demokrację daleko, daleko w kąt.
„Jagodę” mogliby nakręcić nawet studenci, bo technicznie
jest wprost banalna. A ile potencjału w niej drzemie! Gdy w pewnym momencie
tłum podchwytuje hasło Marka i skanduje „Policyjna żaba”, to tylko czekałam aż
z tego się piosenka zrobi, a oddział specjalny zaprezentuje ciekawą
choreografię. Takie zboczenie :D A tak poważnie, to z tego niezły tolly czy
kolly by wyszedł :D ![]() Podsumowując - ciekawa mieszanka absurdalnego humoru ;) Film
łatwy, przyjemny, zabawny. Do obejrzenia i szybkiego zapomnienia :D
wtorek, 02 października 2007
Story of the Weeping Camel, The - Geschichte vom weinenden Kamel, Die -Opowieść o płaczącym wielbłądzie (2003)*NW
Nominowany do Oscara (w 2005) niemiecko-mongolski dokument o życiu Normadów. Mieszkają
oni, wraz ze swymi zwierzętami, na pustyni Gobi.
Jest wiosna i czas porodów wielbłądów. Jako ostatni przychodzi na świat biały wielbłądek, jednak zostaje odrzucony przez matkę. By uratować mu życie, cała rodzina przygotowuje się do rytuału, mającego zmienić serce wielbłądziej matki.
Prosty, skromny, bardzo piękny film. Pokazuje nie tylko dramat małego wielbłądka, ale i surową, mongolską przyrodę oraz ważne momenty życia rodziny. Widać, jak życie spokojnie tu płynie, a ludzie żyją zgodnie z przyrodę. To też świadectwo olbrzymiej mądrości tych prostych ludzi, którzy doskonale znają naturę swoich zwierząt.
Akcja płynie niespiesznie, jednak ani na chwilę to nie nudzi. Tutaj cała dramaturgia skupia się na losach wielbłądziego maleństwa. Wszystko jest pokazane prostymi środkami, bez jakiś udziwnień technicznych. Nawet bez muzyki. Sam, czysty obraz.
I przez to tez właśnie losy wielbłądziątka
robią olbrzymie wrażenie. Trudno byłoby coś podobnego, z tą siła przekazu,
zainscenizować. Dla mnie ważnym kryterium jest to, czy potrafię się w film
zaangażować. Tutaj się zaangażowałam tak bardzo, że z nerwów nie mogłam
usiedzieć. Już sam poród małego doprowadził moje nerwy na skraj załamania.
Rozpacz małego, który potrzebuje miłości swojej matki, jest przejmująca. Nie wiedziałam, że wielbłądy potrafią płakać. A płaczą w taki sposób, ze serce się kraje. Ich zawodzenie wbija się prosto do głowy, kapią im łzy. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo przejmowałam się czyimś losem. Może też dlatego, że wiedziałam, że cały ten dramat rozgrywa się naprawdę. Że to maleństwo naprawdę cierpi i pomału umiera z głodu, i odrzucenia.
Wielbłądy mają w ogóle
zaskakujące fizjonomię. Olbrzymie oczy, z których wiele da się wyczytać. Co
jakiś czas naprawdę przypominały mi ludzi.
Szczególnie, gdy w towarzystwie innych, małych wielbłądków pojawiał się kilkuletni Ugna. Taki mały, zabawny brzdąc, który z całego serca chce mieć telewizor, by się w bajki gapić. Dzięki postaciom w filmie, sam film zyskał dużo ciepła.
Wielką zasługą tego filmu jest prostota.
Brak zawiłych, nagłych zwrotów akcji. Ludzie, którzy nie udają, tylko pozwolili
kamerzyście uwiecznić fragmenty ich życia.
Duża dawka empatii i zrozumienia z ich strony wobec zwierząt. Spokój, który z nich emanował i tez przenosił się na cała atmosferę filmu. Taka mała perełka w natłoku zbyt wydumanych dzieł. WARTO.
poniedziałek, 01 października 2007
Velvet Goldmine- Idol (1998) *W
Na prośbę Agny przy wszystkich filmach jest oznaczenie: W- wydany w Polsce; NW- niewydany; CNW- czeka na wydanie, czyli dystrybutor ma to w planach. ----------------------------------------------------------------------------------------------------
Długo zbierałam się, by opisać jeden z moich ulubionych filmów. Dzisiaj w końcu miałam trochę czasu, by po raz nasty go obejrzeć i już na świeżo spisać wrażenia. OSTRZEGAM! Film dla osób pełnoletnich, screeny poniżej też. Na pewno nie jest też dla osób zbyt pruderyjnych, które gorszą się widząc kawałek ciała czy nieprzyzwoite rzeczy na ekranie. A dla reszty, jak najbardziej ! :D * Dla Doroty, mojej mentorki ;) Przede wszystkim to jeden z najlepszych filmów muzycznych wszech czasów. W swojej kategorii, dla mnie- najlepszy. Film, którego podtytuł powinien brzmieć- dwuznaczność;) ![]() Ale może jednak zacznę od krótkiego wstępu do fabuły ;) Amerykański dziennikarz, Artur Stuart dostaje zlecenie na napisanie tekstu o zagadkowym zniknięciu sprzed 10 lat, ze sceny, ówczesnej gwiazdy glam rocka- Briana Slade’a. Rozmowy z jego bliskimi i współpracownikami nadają tej historii nowy sens… ![]() W filmie teraźniejszość i przeszłość nieustannie się przeplatają. Każda opowieść odkrywa coraz bardziej tajemnicę Briana Slade’a. ![]() Na genialność tego filmu składa się wiele rzeczy. 1. Aktorstwo: a) Jonathan Rhyes-Mayers w roli Briana Slade’a. Pod warstwą makijażu co uważniejsi mogą rozpoznać w nim Chrisa z „Match Point”, trenera z „Bend It Like Beckham” czy dla mnie pierwsze wcielenie – dzikiego syna Tamory z „Tytusa Andronikusa”. Jego znakiem rozpoznawczym są mocno wykrojone usta (jak określiła je Dorota- „sprasowane żelazkiem”) i dzikie oczy. W „Velvet Goldmine” nie jest inaczej. Jego Brian Slade jest charyzmatyczny, nieokiełznany, demoniczny, porażający wprost. Jedna z jego najlepszych ról. Jonathan jest bardzo seksualny i znakomicie sprawdza się jako biseksualny Brian. ![]() b) Evan McGregor ( moje kochanie ;) ) w roli Curta Wilda, amerykańskiego muzyka, który oczarowuje Briana. Evan nawet nie musi się starać, by zaistnieć na ekranie. Ma tak wyrazistą osobowość, że bez problemu wchodzi w rolę. Szczególnie widać to w scenach, w których gra razem z Chrystianem Bale’em (Artur Stuart), gdzie, nawet milcząc, zupełnie kradnie mu rolę. Dla fanek- miła wiadomość: tak ! i w tym filmie nas nie zawodzi i ściąga spodnie!! :P ![]() c) Toni College, czyli żona Briana, Mandy. Lubię ją, bo bez względu na rolę, zawsze wyczuwa się w niej pewną naturalność. Do tego ma tak oryginalną urodę, że potrafi dopasować się do każdej postaci. W tym filmie tak naprawdę gra dwie: błyszczącą Mandy przed i w czasie związku z Braniem oraz zniszczoną, zrezygnowaną już po ich rozstaniu. ![]() Jeszcze powinnam wspomnieć o Chrystianie Bale'u, ale oprócz tego, że śmiesznie wyglądał w dłuższych włosach, że do twarzy mu w makijażu i uroczy był jako niewinny chłopiec, to niewiele da się o samej jego postaci powiedzieć. Został zupełnie przytłoczony przez resztę aktorów. ![]() 2. Stylistyka. "Idol" opowiada o barwnych, szalonych latach siedemdziesiątych w Anglii. Okres rewolucji seksualnej, pojawienia się pierwszych popowych dandysów. To czasy butów na koturnach, przesadzonego makijażu, kolorowych i dziwacznych ubrań. Czasy, które mimo wszystko były w pewien sposób naiwne, bo wierzono, że można zmienić świat. Gdy ludzie starali się być prawdziwi, nawet, kiedy próbując to- coraz bardziej zatracali się we własnym wizerunku, jak Brian Slade. ![]() To przeszłość, która teraz budzi nostalgię. I która właśnie tak nostalgicznie została pokazana. Jako coś, co mocno Było. Szczególnie pierwsze sceny, z radosnych, kolorowych lat 70 robią wrażenie skontrastowane z teraźniejszą ciemną nijakością. ![]() 3. I najważniejsze- MUZYKA! Jest po prostu fenomenalna. Fani na pewno zauważą pewne podobieństwo bohaterów do weteranów angielskiej sceny muzycznej. Mowa oczywiście o Dawidzie Bowim i Iggym Popie. Oczywiście, Brian i Curt są tylko na nich wzorowani, ale za to jak! Nigdy nie potwierdzono, by Dawid i Igły mieli romans, chociaż ten drugi jest twórcą bardzo dwuznacznych piosenek, jak choćby „I Wanna Be Your Dog” czy innych, w których pisał o penisie Dawida. Prawdą jest, że to Dawid pomógł Iggiemu i Stooges’om w wyjściu z artystycznego dołka. O seksualności Iggieego dużo by pisać, podobnie jak o ciągłej zmianie wizerunku Dawida. I to wszystko mamy w filmie, często bardzo przejaskrawione, często też złagodzone. ![]() Taka kompilacja ekscentryzmu, buntu i erotyki. Świetnie pokazana także w kostiumach. Brian w pewnym momencie mówi tak: - Czemu makijaż? - Czemu? Bo rock'n'roll to prostytutka. Powinien być wypindrzony! Wykreowany. I tutaj jest ta kreacja na 200% pokazana. Są więc szalone kostiumy, różnokolorowe włosy i tony makijażu. Blask bijący po oczach. Czyli wszystko to, co Nadia kocha :D ![]() Ważną rolę w filmie odgrywają teledyski. Mamy więc teledyski „prawdziwe” Briana Slade’a oraz ujęcia tworzone jak teledysk. Zresztą, co ja tu będę pisać, obejrzyjcie sami : Co jednak ważniejsze może dla nas- muzyka jest mniej dzika od obrazów. Oczywiście, niektóre teksty wręcz ocierają się o pornografię, podobnie jak teledyski. Jednak brzmi w nich ta radość życia lat siedemdziesiątych. To jest muzyka, do której chce się wracać. Uzależnia bardzo. Tego filmu nie da się zamknąć w jednym opisie. Bo w nim jest wszystko- miłość, przyjaźń, wspomnienia, radość i gorycz. Momentami jest strasznie zabawny: ![]() czasem przesłodzony: ![]() Innym razem melancholijny: To też swoista zabawa dla fanów: cytaty Oscara Wilda ( nomen omen, pojawia się on tu jako swoiste guru transseksualistów i homoseksualistów, w 1 scenie filmu widzimy go, gdy jako dziecko mówi, że chce zostać w przyszłości pop idolem), ![]() sceny z koncertów wzorowane na prawdziwych, muzycy z Placebo pojawiający się w niektórych scenach. To takie jedno wielkie show, gdzie wszystko może się zdarzyć. Nawet ujęcia, zdjęcia są niejednorodne. Czasem surrealistyczne,. Czasem psychodeliczne. Wszystko to, to mieszanka różnych stylów i gatunków. Mamy więc początek- typowo baśniowy ( cudowne nawiązania do Harrego Pottera): ![]() Jest scena jak z gotyckich romansów: ![]() Pomysł, typowy dla nastoletnich, słodkich komedii: ![]() Sceny kipiące seksem ( swoją drogą, że też Evan bardziej przekonywująco wypada zawsze w rolach homoseksualnych…hmmm, a tutaj aż iskry buchają z ekranu): ![]() Ten film to kwintesencja i sama esencja wszystkiego, co najlepsze w punku i w glam rocku. Zabawa, bunt i wolność. Niepokorny duch. Moje 11/10.
sobota, 29 września 2007
Donggabnaegi gwawoehagi - My Tutor Friend (2003)*NW
Widziałam wczoraj szwedzki "Jalla! Jalla!", ale był tak nijaki, że nie chce mi się o nim pisać. Więc dzisiaj o jednej z moich ukochanych koreańskich komedii :D "My tutor friend" był moim pierwszym kontaktem z Koreą i tak dobrym, że przez pół roku oglądałam jedynie koreańskie filmy ;) Do tego to film kultowy, którego nie wypada nie znać. Fabuła jest trochę banalna: Studentka, Su-wan, by trochę zarobić - udziela korepetycji z języka angielskiego. Pewnego dnia jej uczniem zostaje Ji-hoon. Jest jej rówieśnikiem, ale z tajemniczych powód nadal uczy się w liceum. Oczywiście, Su-wan i Ji-hoon nie znoszą się od pierwszej chwili.Obydwoje są szaleni, nieobliczalni, aroganccy. Pytanie, czemu więc ten film tak lubię? Przede wszystkim jest przezabawny! W filmie mamy Królową Min, Ha-Neul Kim, której mimika ciągle mnie zadziwia. Oraz koreańskiego Boga (mojego także), Sanq-woo Kwone, właściciela przepięknej klaty i mocnego kopa. Sanq-woo Kwone doskonale sprawdza się w rolach bezczelnego typka, mało kto potrafi patrzeć z taką pogardą. ![]() Postacie świetnie się uzupełniają. Walka między nimi to prawdziwa poezja jest. Oprócz tego w filmie pojawia się zazdrosna, zła uczennica: i inni źli, z którymi bosko bije się Ji-hoon. Większość filmu rozgrywa się wieczorem, bo przecież dopiero wtedy życie koreańskiego ucznia się naprawdę zaczyna. Mimo to, przyciemniony obraz nie przytłacza. Pewnie dlatego, ze całkowicie jest zdominowany przez chemię między głównymi bohaterami. Zabawa gwarantowana ! :D |
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytam blogi
Radosna twórczość
Uzależniona od..
|