Kino różnorodne. Z domieszką Zachodu, przyprawione Wschodem. Wymieszane. I gotowe do spożycia.
Kategorie: Wszystkie | Ameryka | Azja | Europa | Indie
RSS
wtorek, 13 maja 2008



W końcu i do Katowic zawita Bollywood. 16 i 17 Maja to dwa dni znakomitej zabawy w prawdziwie indyjskim stylu

Ale po kolei:

1. 16 Maj - Bollywodzka impreza Masala Attacks! w Kwadratach

Bollywoodzkie dźwięki po raz kolejny wypełnią katowicki klub Kwadraty. Dzień klubowy Juwenaliów Śląskich będzie przebiegał w rytmie najnowszych hitów prosto z indyjskich list przebojów, muzyka bolly, tolly, kolly oraz bhangra. Impreza Masala Attacks! zaatakuje po raz drugi!

Organizatorzy zapewniają, że w tym roku nowych atrakcji nie zabraknie. Mają pojawić się wizualizacje z najsłynniejszymi indyjskimi aktorami, regionalne potrawy i konkursy z nagrodami. Klub studencki Kwadraty zmieni się nie do poznania dzięki specjalnym dekoracjom i zapełni feerią egzotycznych barw. Powstanie specjalny bolly-chillout room z dodatkowymi atrakcjami – niespodziankami. Dziewczyny z zespołu Saathi zaproszą na warsztaty tańca, a później same pokażą swoje najlepsze układy.

Start: 20.00

Miejsce: Klub Studencki „Kwadraty" (Katowice - Ligota, ul. Franciszkańska 10)

Czas: 16 maja (Juwenalia Śląskie - dzień klubowy)

Wstęp: do 21.00 wolny, po 21.00 - 5zł, osoby ubrane w klimacie Bollywood: wstęp wolny plus drink gratis.

W programie m.in.

- Występ zespołu „Saathi” - układy choreograficzne z filmów Bollywood z elementami indyjskich tańców klasycznych,

- Darmowe warsztaty taneczne przeprowadzone przez zespół Saathi,

- Pokaz teledysków prosto z Mumbaju,

- Bolly-chillout room,

- Indyjskie przysmaki.


Wstęp do Kwadratów TYLKO DLA OSÓB PEŁNOLETNICH!

2. 17 Maj – jednodniowy cykl Bollywood w ramach Festiwalu Filmów Kultowych- „Bollywood Stars”.

Po raz pierwszy Festiwal Filmów Kultowych włączył do swojego programu kino indyjskie. Organizatorzy FFK dostrzegli, że Bollywood to nie tylko chwilowa fascynacja, ale wręcz kult w niektórych kręgach. 17 Maja będziemy mogli wspólnie przeżyć wielkie emocje podczas projekcji Naszych filmów na dużym ekranie.

Pokazy:

DEVDAS – godz. 13

DHOOM 2 - godz. 17

Przed każdym pokazem kilkuminutowa prelekcja, prowadzące: Pawan i Nadia.

Między filmami ponad półgodzinna przerwa. W czasie przerwy: konkursy oraz projekcje teledysków.

Karnet na cały cykl bollywoodzki: 10 zł ( wejściówki do kupienia tuż przed rozpoczęciem imprezy).

Miejsce: Kinoteatr RIALTO

ul. Św. Jana 24

40-012 Katowice

Inne atrakcje:

- wystawa plakatów

- henna

Zakończenie ok. godz.20

A teraz o samych filmach ;) Leniwa jestem i nie mam czasu, więc opisy pochodzą z bollywood.pl :P

1. DEVDAS (2002)

Kiedy zamożna rodzina Devdasa (Shahrukh Khan) zabrania mu ożenić się z miłością życia - Paro (Aishwarya Rai), ten popada w wielki smutek i zaczyna pić... Opiekę i schronienie znajduje w domu pięknej kurtyzany, Chandramukhi (Madhuri Dixit)... Czy uda mu się zapomnieć o Paro?
Devdas to film o dziecięcej przyjaźni, która przeradza się w miłość... O konwenansach, które stają się ważniejsze niż szczęście... O dumie, która nie pozwala przyznać się do błędu... O bezinteresowności, nieoczekującej na nagrodę... O miłości, która ma wiele różnych twarzy...

Wyst.:Shahrukh Khan, Madhuri Dixit, Aishwarya Rai, Jackie Shroff, Smita Jaykar, Manoj Joshi.

"Chalak Chalak" :D

2. DHOM 2 (2006

Niesamowicie sprytny i inteligentny złodziej Aryan (Hrithik Roshan) kradnie najjwspanialsze i najbardziej strzeżone dzieła sztuki, zostawiając na miejscu przestępstwa swój znak - literę A. Pewnego dnia odkrywa jednak, że ma konkurencję - piękną kobietę Sunehri (Aishwarya Rai). Oczywiście nie pozostaje obojętny na jej wdzięki, nawet gdy odkrywa, że ona nie jest z nim do końca szczera...
A trop w trop podąża za nim wspaniały policjant Jai Dixit (Abhishek Bachchan) ze swoim partnerem Alim (Uday Chopra)...
Czy dzielni policjanci schwytają złodzieji?

Wyst.: Hrithik Roshan, Aishwarya Rai, Abhishek Bachchan, Bipasha Basu, Uday Chopra

trailer:

Organizatorzy obydwóch imprez:

 

Festiwal Filmów Kultowych

Stowarzyszenie Działań Nietypowych „Szatnia"

Klub Studencki „Kwadraty"

wtorek, 05 lutego 2008
Filmowa noc bolly -odwołana.
Niestety, muszę oficjalnie odwołać noc bolly.
Możecie podziękować Panu Jakubowi Duszyńskiemu, który wywarł nacisk na kino, a te jednak nie wynajmie Nam na pokaz OSO i reszty - sali.

Przykro mi bardzo, zła jestem, ale mam uwiązane ręcę.
Dlaczego Pan Jakub to zrobił, jaki miał w tym interes- nie wiem. I nawet nie chcę wiedzieć. To mi pokazuje, że jednak wcale nie jest członkiem naszej społeczności, za jakiego chce, by go uważano. Bo nikt z nas nie wpadłby na pomysł, by przeszkodzić innym we wspólnym oglądaniu, legalnym oglądaniu ( co muszę podkreślić), naszych ukochanych filmów :(

Nadia

niedziela, 27 stycznia 2008
c.d. o przeglądzie Bollywood

Jeszcze kwestia formalna, by nie było żadnych wątpliwości.

20 zł, które płacicie przy wstępie nie są opłatą za zobaczenia filmu, tylko zrzutką na wynajem sali.

Pokaz nie jest pokazem komercyjnym i ja, jako organizator, w żaden sposób nie czerpię z tego korzyści finansowych.

Kino nie jest w żaden sposób, finansowo czy organizacyjnie, powiazane z pokazem, jedynie ja, jako osoba prywatna, wynajmuję od kina na te godziny salę kinową.

Pokaz jest zwyczajnym spotkaniem nas, forumowiczów, fanów bollywoodu i naszych znajomych. Z tym, że zamiast spotykać się w knajpce czy w czyimś mieszkaniu na oglądanie filmów, spotykamy się w większym miejscu i przed większym ekranem :D

Cały maraton z punktu obowiązującego prawa - jest jak najbardziej legalny.

That's all ;))

Nadia


I to sam dla anglojęzycznych znajomych :D


There will be a night Bollywood review in the Światowid cinema in Katowice on 23rd of February ;))

It will be a closed film show for family, friends, acquaintances and… the friends of my friends ;)

By invitation only. The number of seats is limited.

The film night starts around 10 or 11 p.m. (I will give you a precise hour later) and ends about 5 or 6 a.m.

There will be 2 films. The first one is Om Shanti Om (you can be sure of that) and the title of the second one I will give you later ;) but it will be some premiere of the last few months. ;).

The films will be screened in the original versions with the Polish subtitles.

There will be a half an hour break to chat and to stretch :D

The most important thing is – how to get an invitation :D

I have to stress one more time that it will be a private event. The outsiders are not allowed to enter the cinema room.

You should see me in order to be on the list. You can do it personally, by phone or gg but the best idea is to send an e-mail. It`s useful as I will have everyone in my mailbox.

I believe that everybody who will write to me is my friend or my friend`s friend because I don`t give my personal details to people I don`t know.

I will confirm each registration but you have to know that my access to the Internet is restricted so I will let you know after 2 – 3 days.

If you would like to take your friends with you, please give me their personal details (name, surname or Nick is enough).

Attention! Because the number of seats is limited, let me know if you resign.

The cost of a ticket is 20 zl. Paid in advance.


Contact me if necessary.

My second, official e-mail is: masalamovies.blox@gmail.com

I can`t wait :D

środa, 23 stycznia 2008
Nocny Przegląd Bollywood w Katowicach 23 luty.

23 lutego, w kinie Światowid w Katowicach odbędzie się nocny przegląd Bollywood ;))

Będzie to zamknięty pokaz filmów, tylko dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Oraz znajomych znajomych ;)

Wejście tylko na zaproszenie. Ilość miejsc ograniczona.

Noc filmowa rozpocznie się ok. godziny 22-23 ( konkretną godzinę podam później), skończy się ok.5-6.

Zostaną puszczone 2 filmy. Jeden, na 98%, to Om Shanti Om, tytuł drugiego będzie też jeszcze podany później ;) Na pewno jakaś premiera z ostatnich kilku miesięcy ;).

Filmy będą puszczone w wersji oryginalnej, z polskimi napisami.

Między filmami będzie półgodzinna przerwa na pogaduchy i rozprostowanie kości :D

Teraz najważniejsze- jak zdobyć zaproszenie :D

Jeszcze raz podkreślam, że pokaz ma prywatny charakter. Nikt postronny, spoza listy, na salę kinową nie wejdzie.

By wpisać się na listę, należy się do mnie zgłosić. Można to zrobić osobiście, telefonicznie, gadulcowo ( kto ma :D), ale najlepiej wysłać maila. Z mailem jest to o tyle prostsze, że wtedy będę miała w jednym miejscu wszystkich zapisanych.

Z racji tego, że nie daję osobom postronnym moich namiarów, wychodzę z założenia, że ktokolwiek do mnie napisze prośbę o wpisanie go na listę, jest albo moim znajomych, albo znajomym znajomego, albo też pochodzi z naszej Rodziny Forumowej ;)

Będę potwierdzać każde zgłoszenie, ale, że mam ograniczony dostęp do Internetu, musicie uzbroić się w cierpliwość, tak po 2-3 dniach odpiszę ;)

Jakby ktoś brał znajomych, to poproszę też o ich dane. Wystarczy imię i nazwisko albo Nick, jeśli jesteś z forum ;)

I ważne!
Dlatego że ilość miejsc jest ograniczona, jakby komuś coś wypadło i musiałby zrezygnować z zaproszenia, niech da mi znać, by zwolniło się miejsce.

Koszt od osoby to 20 zł, płatne przy wejściu, u mnie.

W razie jakiś pytań, to macie maila i komentarze tutaj .

Mój drugi, oficjalny mail to masalamovies.blox@gmail.com

Już się nie mogę doczekać :D

 

niedziela, 14 października 2007
Słów kilka

Jako, że wróciłam własnie z drugich podczas tego weekendu urodzin, a rano mam pociąg do Krk po 8, to jako ciekawostki kilka fraz, po których niektórzy z googla trafili na tego bloga:

 - dymanie siostry

- dymanie wieczorem

- filmy erotyczne ludzi ze zwierzętami

- niewinne dziewczyny do burdelu

- obsikujące kobiety - seks z proboszczem

- seksowne nauczycielki

Czy powinnam się martwić ? Bo chyba o czymś nie wiem.

;)

aaaa "Gwiezdny pył" jest boski! :D Dla fanów Gaimana i nie tylko :D świetnie się dziś w kinie bawiłam. De Niro w fatałaszkach- cud, miód i orzeszki :D Zobaczcie koniecznie ;))

Dobranoc

piątek, 12 października 2007
Cheongchun - Plum Bossom (2000) *NW

Długą przerwę miałam, bo pochłonęło mnie tolly :D I brak czasu.
A jak już zaczęłam, to od razu się nacięłam. Stwierdziłam, że na razie szlaban sobie zrobię na smutne kino azjatyckie czy europejskie i, że na taką pogodę to mi trzeba jakiegoś wesołego filmu. Więc sięgnęłam po Koreę, jak zwykle.


Początek filmu zaczyna się obiecująco. Jayo Kim, uczeń ostatniej klasy liceum, przenosi się do nowej szkoły. Od razu zwraca uwagę na niego Ha-ra, która postanawia go uwieść. Brzmi nieźle, prawda ? Cóż, jak mówiłam, POCZĄTEK jest obiecującą komedią, potem robi się z tego obyczaj. Jayo Kim bowiem łamie serce Ha-ra, która przez to wpada w depresję.


Ta historia jest tylko wstępem, wspomnieniem, które zaważa na późniejszym, już studenckim życiu Jayo Kim. Stwierdza, że miłość to tylko kłopoty i szuka jedynie niezobowiązującego seksu. Jakby tego było mało, przyjaźni, jeszcze z licealnej ławki, Seuin. Ten z kolei od lat jest nieszczęśliwie zakochany w swojej byłej nauczycielce. I cierpi, i cierpi, decydując się nie wiązać z nikim.

Film podejmuje bardzo delikatny temat w Korei- seks. I w związku z tym się dzieje na ekranie, oj , się dzieje. W żadnym koreańskim filmie nie widziałam tyle nagości. Co któraś klatka, tam znów wyskakują nagie pośladki któregoś z bohaterów. Co kilkanaście minut- scena seksu.

Ale dalej jest to jakieś pełne zahamowań. Tak naprawdę widać jedynie pośladki, czasem mignie biust, prawie żadnej perwersji. Ponadto, nie będę się wyzłośliwiać i nie skomentuję niektórych scen, a raczej ułożenia ciał bohaterów :P


Ale co mnie tutaj męczy- dobudowanie tutaj wątku tragiczno-ideowego. Cała otoczka psychoanalizy. Bo jeśli już pokazują nagich Koreańczyków, którzy bez ślubu uprawiają seks, to musza oni mieć jakieś poważne zaburzenia psychologiczne. Inaczej nie da rady.

Tutaj dialog, który mnie wprost rozbroił:
-Nasz problem polega tylko na seksie?
-No cóż...Może tak a może nie. Żeby znaleźć odpowiedź musimy regularnie uprawiać seks.


I pod tym katem toczy się cała historia. I nawet, jeśli twórcy filmu próbowali być tacy otwarci i odważni, to ciut im nie wyszło. Wszędzie czuć naiwność i bezpretensjonalność bohaterów, co we mnie czasem wywoływało jedynie uśmiech politowania, bo chciałabym, by wszystkie moje problemy się do ich sprowadzały ;) I oni tak dywagują, co jakiś czas gdzieś tam kopulują, a wszystko w atmosferze tragizmu:„Wejście w dorosłość nie było dla nas łatwe. T zagubienie...To naprawdę wszystko wina seksu?”

Brakuje mi w tym filmie lekkości, tak, jakby o seksie i uczuciach można było rozmawiać jedynie w takim patetycznym tonie. I pikanterii właśnie, mimo wszystko;)

yyhe

A teraz może o tym, co mi się podobało, tak dla odmiany ;)

1. Zdjęcia. Uważam, że Azjaci są mistrzami w kadrowaniu. Kocham ich długie ujęcia, z których bije spokój ( pod warunkiem oczywiście, że nie są ZA długie ;D ).

Świetnie rozplanowują także kadr. Rzadko jest przeładowany, raczej idą w kierunku prostoty, ale przez to podkreśla się związek bohatera z otoczeniem. I bardzo często jego osamotnienie.


Przez cały film mam też wrażenie, że rolą operatora było poniekąd też złagodzenie samego filmu. Że niby zdjęcia nadają mu bardziej artystyczny wydźwięk, więc nie można by go skreślić, że jest prymitywny. Ale zdjęcia są naprawdę dobre, więc w razie czego wybaczam ich dziwny cel ;)

2. Mimo wszystko- widok pośladków :D To takie rzadkie w tym kinie. Doceniam wysiłek, by zrobić film dla ichniejszej młodzieży o takim temacie. Szkoda tylko, że jest przeintelektualizowany, a tym samym mało prawdziwy. Ale na pośladki można sobie popatrzeć ;))


3. I film był mimo wszystko zabawny. Chociaż chyba często niezamierzenie ;)


Trudno jest mi ten film całościowo ocenić. Na pewno nie jest filmem złym, ale też żadnym wybitnym. To taka ciekawostka wśród tych wszystkich filmów, które do tej pory obejrzałam. I na pewno tego nie żałuję.

czwartek, 04 października 2007
Jagoda u supermarketu- Jagoda w supermarkecie (2003)*NW

Wczoraj trafiłam na absurdalną komedię, prosto z dawnej Jugosławii. Co ciekawe, za tą niskobudżetową produkcją stoi sam Emir Kusturica. Czytałam kiedyś w wywiadzie, że ujął go sam pomysł i scenariusz. A ten jest naprawdę zakręcony.

W serbskim miasteczku powstaje amerykański market. Rządzi w nim Szefowa mająca strasznie rozciągnięty uśmiech, ukradkiem wrzucająca biednym klientom produkty do koszyka. Dla tamtejszej ludności widok takiej ilości zachodnich produktów jest zgoła niesamowity, więc do kas ustawiają się kolejki.


A na kasie pracuje m.in. Jagoda, milutka kasjerka, która wciąż czeka na swą wielką miłość. I gdy wydaje jej się, że ją w końcu spotyka, jej znajoma ( i kasjerka z kasy obok) sprytnie się z jagodowym wybrankiem umawia. Jagoda więc wyładowuje frustracje na takiej Bardzo Babcinej Staruszce (no, sami powiedzcie, że ona już bardziej babcinowato wyglądać nie mogła :D), kiedy ta próbuje zrobić zakupy po zamknięciu kas.

Skutek jest straszny ( dla niektórych). Następnego dnia sklep atakuje, pełen furii, wnuczek Marko Królewicz, domagając się „sprawiedliwości”. Jagoda zaś, zakochując się w nim od pierwszego wejrzenia, jest gotowa mu pomóc w okupowaniu marketu.

Do akcji wkracza Groźny Komando ze swoim odziałem specjalnym i Inspektor Nebojsa, który okazuje się niedoszłym wybrankiem Jagody. Cały supermarket za to obstawiony jest przez skandujący tłum.

BgbW

Jeśli to dla was brzmi dziwacznie, to obejrzycie sam film, zobaczycie, ze opis, to jeszcze nic :D

W tym filmie to tak naprawdę nikt nie wie, co powinien robić. Oglądając spec służbę od razu miałam skojarzenia z polską policją. Jakoś tak niefrasobliwie wyglądali :

Fqfw

Postacie są bardzo dynamiczne:

* Jagoda z małej sierotki staje się waleczną bohaterką;.

* Marko Królewicz zostaje symbolem walki z systemem, ale i tak więcej energii zużywa na załagodzenie wściekłych kobiet, które więzi:
-Jesteście kobietami, więc was szanuję. Ale tak naprawdę to ze mnie bezwzględny morderca!

-Wcale nie!
-Słuchajcie, jestem zbrodniarzem wojennym!

-Nie chcę tego słuchać!
-Hej, kobiety! Widzicie, co się tu wyprawia? Porwał nas zbrodniarz wojenny!
-Dobra, moment, nie to miałem na myśli, to znaczy...może trochę przesadziłem. Nie jestem taki zły!
-Nie?! Wstydź się! Widzisz, że ona teraz przez ciebie płacze! No chodź, zobacz, jaki to z ciebie dżentelmen!

ywywa

Na dowód specyficznego humoru – poniższe dialogi :D

Negocjacje z Marco:
-Powiedz czemu? Co cię dręczy?

-Niesprawiedliwość! To mnie dręczy! Po prostu jestem sprawiedliwym człowiekiem!
-Nie mówiłem, że to wariat, inspektorze? Wezwij posiłki.

Rozmowa Inspektora z Komando:
- A co go boli?

- Niesprawiedliwość!
- Ha! Filozof! Mój ulubiony typ.

Cały film jest bardzo prosty, chociaż chyba miał dotykać problemu demokracji. Cóż, wątek miłosny zepchnął demokrację daleko, daleko w kąt.

„Jagodę” mogliby nakręcić nawet studenci, bo technicznie jest wprost banalna. A ile potencjału w niej drzemie! Gdy w pewnym momencie tłum podchwytuje hasło Marka i skanduje „Policyjna żaba”, to tylko czekałam aż z tego się piosenka zrobi, a oddział specjalny zaprezentuje ciekawą choreografię. Takie zboczenie :D A tak poważnie, to z tego niezły tolly czy kolly by wyszedł :D

Podsumowując - ciekawa mieszanka absurdalnego humoru ;) Film łatwy, przyjemny, zabawny. Do obejrzenia i szybkiego zapomnienia :D

wtorek, 02 października 2007
Story of the Weeping Camel, The - Geschichte vom weinenden Kamel, Die -Opowieść o płaczącym wielbłądzie (2003)*NW

Nominowany do Oscara (w 2005) niemiecko-mongolski dokument o życiu Normadów. Mieszkają oni, wraz ze swymi zwierzętami, na pustyni Gobi.


Jest wiosna i czas porodów wielbłądów. Jako ostatni przychodzi na świat biały wielbłądek, jednak zostaje odrzucony przez matkę. By uratować mu życie, cała rodzina przygotowuje się do rytuału, mającego zmienić serce wielbłądziej matki.


Prosty, skromny, bardzo piękny film. Pokazuje nie tylko dramat małego wielbłądka, ale i surową, mongolską przyrodę oraz ważne momenty życia rodziny. Widać, jak życie spokojnie tu płynie, a ludzie żyją zgodnie z przyrodę. To też świadectwo olbrzymiej mądrości tych prostych ludzi, którzy doskonale znają naturę swoich zwierząt.


Akcja płynie niespiesznie, jednak ani na chwilę to nie nudzi. Tutaj cała dramaturgia skupia się na losach wielbłądziego maleństwa. Wszystko jest pokazane prostymi środkami, bez jakiś udziwnień technicznych. Nawet bez muzyki. Sam, czysty obraz.


I przez to tez właśnie losy wielbłądziątka robią olbrzymie wrażenie. Trudno byłoby coś podobnego, z tą siła przekazu, zainscenizować. Dla mnie ważnym kryterium jest to, czy potrafię się w film zaangażować. Tutaj się zaangażowałam tak bardzo, że z nerwów nie mogłam usiedzieć. Już sam poród małego doprowadził moje nerwy na skraj załamania.


Rozpacz małego, który potrzebuje miłości swojej matki, jest przejmująca. Nie wiedziałam, że wielbłądy potrafią płakać. A płaczą w taki sposób, ze serce się kraje. Ich zawodzenie wbija się prosto do głowy, kapią im łzy. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo przejmowałam się czyimś losem. Może też dlatego, że wiedziałam, że cały ten dramat rozgrywa się naprawdę. Że to maleństwo naprawdę cierpi i pomału umiera z głodu, i odrzucenia.


Wielbłądy mają w ogóle zaskakujące fizjonomię. Olbrzymie oczy, z których wiele da się wyczytać. Co jakiś czas naprawdę przypominały mi ludzi.


Szczególnie, gdy w towarzystwie innych, małych wielbłądków pojawiał się kilkuletni Ugna. Taki mały, zabawny brzdąc, który z całego serca chce mieć telewizor, by się w bajki gapić. Dzięki postaciom w filmie, sam film zyskał dużo ciepła.

Wielką zasługą tego filmu jest prostota. Brak zawiłych, nagłych zwrotów akcji. Ludzie, którzy nie udają, tylko pozwolili kamerzyście uwiecznić fragmenty ich życia.


Duża dawka empatii i zrozumienia z ich strony wobec zwierząt. Spokój, który z nich emanował i tez przenosił się na cała atmosferę filmu. Taka mała perełka w natłoku zbyt wydumanych dzieł.

WARTO.


poniedziałek, 01 października 2007
Velvet Goldmine- Idol (1998) *W

Na prośbę Agny przy wszystkich filmach jest oznaczenie:

W- wydany w Polsce;

NW- niewydany;

CNW- czeka na wydanie, czyli dystrybutor ma to w planach.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Długo zbierałam się, by opisać jeden z moich ulubionych filmów. Dzisiaj w końcu miałam trochę czasu, by po raz nasty go obejrzeć i już na świeżo spisać wrażenia.

OSTRZEGAM! Film dla osób pełnoletnich, screeny poniżej też.

Na pewno nie jest też dla osób zbyt pruderyjnych, które gorszą się widząc kawałek ciała czy nieprzyzwoite rzeczy na ekranie.
A dla reszty, jak najbardziej ! :D


* Dla Doroty, mojej mentorki ;)

Przede wszystkim to jeden z najlepszych filmów muzycznych wszech czasów. W swojej kategorii, dla mnie- najlepszy. Film, którego podtytuł powinien brzmieć- dwuznaczność;)



Ale może jednak zacznę od krótkiego wstępu do fabuły ;)

Amerykański dziennikarz, Artur Stuart dostaje zlecenie na napisanie tekstu o zagadkowym zniknięciu sprzed 10 lat, ze sceny, ówczesnej gwiazdy glam rocka- Briana Slade’a. Rozmowy z jego bliskimi i współpracownikami nadają tej historii nowy sens…




W filmie teraźniejszość i przeszłość nieustannie się przeplatają. Każda opowieść odkrywa coraz bardziej tajemnicę Briana Slade’a.



Na genialność tego filmu składa się wiele rzeczy.

1. Aktorstwo:
a) Jonathan Rhyes-Mayers w roli Briana Slade’a. Pod warstwą makijażu co uważniejsi mogą rozpoznać w nim Chrisa z „Match Point”, trenera z „Bend It Like Beckham” czy dla mnie pierwsze wcielenie – dzikiego syna Tamory z „Tytusa Andronikusa”. Jego znakiem rozpoznawczym są mocno wykrojone usta (jak określiła je Dorota- „sprasowane żelazkiem”) i dzikie oczy. W „Velvet Goldmine” nie jest inaczej.


J
ego Brian Slade jest charyzmatyczny, nieokiełznany, demoniczny, porażający wprost. Jedna z jego najlepszych ról. Jonathan jest bardzo seksualny i znakomicie sprawdza się jako biseksualny Brian.

b) Evan McGregor ( moje kochanie ;) ) w roli Curta Wilda, amerykańskiego muzyka, który oczarowuje Briana. Evan nawet nie musi się starać, by zaistnieć na ekranie.

Ma tak wyrazistą osobowość, że bez problemu wchodzi w rolę. Szczególnie widać to w scenach, w których gra razem z Chrystianem Bale’em (Artur Stuart), gdzie, nawet milcząc, zupełnie kradnie mu rolę. Dla fanek- miła wiadomość: tak ! i w tym filmie nas nie zawodzi i ściąga spodnie!! :P



c) Toni College, czyli żona Briana, Mandy. Lubię ją, bo bez względu na rolę, zawsze wyczuwa się w niej pewną naturalność. Do tego ma tak oryginalną urodę, że potrafi dopasować się do każdej postaci. W tym filmie tak naprawdę gra dwie: błyszczącą Mandy przed i w czasie związku z Braniem oraz zniszczoną, zrezygnowaną już po ich rozstaniu.



Jeszcze powinnam wspomnieć o Chrystianie Bale'u, ale oprócz tego, że śmiesznie wyglądał w dłuższych włosach, że do twarzy mu w makijażu i uroczy był jako niewinny chłopiec, to niewiele da się o samej jego postaci powiedzieć. Został zupełnie przytłoczony przez resztę aktorów.



2. Stylistyka.
"Idol" opowiada o barwnych, szalonych latach siedemdziesiątych w Anglii. Okres rewolucji seksualnej, pojawienia się pierwszych popowych dandysów. To czasy butów na koturnach, przesadzonego makijażu, kolorowych i dziwacznych ubrań.
Czasy, które mimo wszystko były w pewien sposób naiwne, bo wierzono, że można zmienić świat. Gdy ludzie starali się być prawdziwi, nawet, kiedy próbując to- coraz bardziej zatracali się we własnym wizerunku, jak Brian Slade.



To przeszłość, która teraz budzi nostalgię. I która właśnie tak nostalgicznie została pokazana. Jako coś, co mocno Było. Szczególnie pierwsze sceny, z radosnych, kolorowych lat 70 robią wrażenie skontrastowane z teraźniejszą ciemną nijakością.



3. I najważniejsze- MUZYKA! Jest po prostu fenomenalna.

Fani na pewno zauważą pewne podobieństwo bohaterów do weteranów angielskiej sceny muzycznej. Mowa oczywiście o Dawidzie Bowim i Iggym Popie. Oczywiście, Brian i Curt są tylko na nich wzorowani, ale za to jak! Nigdy nie potwierdzono, by Dawid i Igły mieli romans, chociaż ten drugi jest twórcą bardzo dwuznacznych piosenek, jak choćby „I Wanna Be Your Dog” czy innych, w których pisał o penisie Dawida. Prawdą jest, że to Dawid pomógł Iggiemu i Stooges’om w wyjściu z artystycznego dołka. O seksualności Iggieego dużo by pisać, podobnie jak o ciągłej zmianie wizerunku Dawida. I to wszystko mamy w filmie, często bardzo przejaskrawione, często też złagodzone.



Taka kompilacja ekscentryzmu, buntu i erotyki. Świetnie pokazana także w kostiumach. Brian w pewnym momencie mówi tak:
- Czemu makijaż?
- Czemu? Bo rock'n'roll to prostytutka. Powinien być wypindrzony! Wykreowany.

I tutaj jest ta kreacja na 200% pokazana. Są więc szalone kostiumy, różnokolorowe włosy i tony makijażu. Blask bijący po oczach. Czyli wszystko to, co Nadia kocha :D



Ważną rolę w filmie odgrywają teledyski. Mamy więc teledyski „prawdziwe” Briana Slade’a oraz ujęcia tworzone jak teledysk. Zresztą, co ja tu będę pisać, obejrzyjcie sami :
Co jednak ważniejsze może dla nas- muzyka jest mniej dzika od obrazów. Oczywiście, niektóre teksty wręcz ocierają się o pornografię, podobnie jak teledyski. Jednak brzmi w nich ta radość życia lat siedemdziesiątych. To jest muzyka, do której chce się wracać. Uzależnia bardzo.
Tego filmu nie da się zamknąć w jednym opisie. Bo w nim jest wszystko- miłość, przyjaźń, wspomnienia, radość i gorycz.
Momentami jest strasznie zabawny:

czasem przesłodzony:



Innym razem melancholijny:


To też swoista zabawa dla fanów: cytaty Oscara Wilda ( nomen omen, pojawia się on tu jako swoiste guru transseksualistów i homoseksualistów, w 1 scenie filmu widzimy go, gdy jako dziecko mówi, że chce zostać w przyszłości pop idolem),


sceny z koncertów wzorowane na prawdziwych, muzycy z Placebo pojawiający się w niektórych scenach. To takie jedno wielkie show, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Nawet ujęcia, zdjęcia są niejednorodne. Czasem surrealistyczne,. Czasem psychodeliczne. Wszystko to, to mieszanka różnych stylów i gatunków.

Mamy więc początek- typowo baśniowy ( cudowne nawiązania do Harrego Pottera):



Jest scena jak z gotyckich romansów:



Pomysł, typowy dla nastoletnich, słodkich komedii:



Sceny kipiące seksem ( swoją drogą, że też Evan bardziej przekonywująco wypada zawsze w rolach homoseksualnych…hmmm, a tutaj aż iskry buchają z ekranu):


Ten film to kwintesencja i sama esencja wszystkiego, co najlepsze w punku i w glam rocku. Zabawa, bunt i wolność. Niepokorny duch.
Moje 11/10.
sobota, 29 września 2007
Donggabnaegi gwawoehagi - My Tutor Friend (2003)*NW
Widziałam wczoraj szwedzki "Jalla! Jalla!", ale był tak nijaki, że nie chce mi się o nim pisać.

Więc dzisiaj o jednej z moich ukochanych koreańskich komedii :D

"My tutor friend" był moim pierwszym kontaktem z Koreą i tak dobrym, że przez pół roku oglądałam jedynie koreańskie filmy ;) Do tego to film kultowy, którego nie wypada nie znać.
 
 
 
Fabuła jest trochę banalna:

Studentka, Su-wan, by trochę zarobić - udziela korepetycji z języka angielskiego.
 
 

Pewnego dnia jej uczniem zostaje Ji-hoon. Jest jej rówieśnikiem, ale z tajemniczych powód nadal uczy się w liceum.
 
 
 
Oczywiście, Su-wan i Ji-hoon nie znoszą się od pierwszej chwili.Obydwoje są szaleni, nieobliczalni, aroganccy.

 
 
Pytanie, czemu więc ten film tak lubię?
 
Przede wszystkim jest przezabawny!
 
 
 
W filmie mamy Królową Min, Ha-Neul Kim, której mimika ciągle mnie zadziwia.
 
 
 
Oraz koreańskiego Boga (mojego także), Sanq-woo Kwone, właściciela przepięknej klaty i mocnego kopa.

 

Sanq-woo Kwone doskonale sprawdza się w rolach bezczelnego typka, mało kto potrafi patrzeć z taką pogardą.
 
 
Postacie świetnie się uzupełniają. Walka między nimi to prawdziwa poezja jest.
 
 
 
Oprócz tego w filmie pojawia się zazdrosna, zła uczennica:

 
 
i inni źli, z którymi bosko bije się Ji-hoon.

 
 
Większość filmu rozgrywa się wieczorem, bo przecież dopiero wtedy życie koreańskiego ucznia się naprawdę zaczyna. Mimo to, przyciemniony obraz nie przytłacza. Pewnie dlatego, ze całkowicie jest zdominowany przez chemię między głównymi bohaterami.
 
 
 
 
 
Zabawa gwarantowana ! :D
 
 
 
1 , 2 , 3